Wróć do bloga

Serwis klimatyzacji: telefony w sezonie a utrata zleceń

Serwis klimatyzacji: telefony w sezonie a utrata zleceń

Jesteś w trakcie czyszczenia parownika w trzecim mieszkaniu tego dnia. Ręce masz w smarze i środkach odgrzybiających, na drabinie, a telefon w kieszeni wibruje trzeci raz w ciągu ostatnich dziesięciu minut. Wiesz, że to kolejny klient, który chce „na już” naprawić klimę, bo zrobiło się gorąco. Nie odbierasz, bo musisz dokończyć robotę, żeby zdążyć na kolejne zlecenie. W efekcie, gdy w końcu siadasz w aucie, żeby oddzwonić, słyszysz w słuchawce: „Dziękuję, już nieaktualne, znalazłem kogoś innego”. Tak właśnie wyglądają nieodebrane serwis klimatyzacji telefony w sezonie, gdy każda godzina pracy to konkretny pieniądz.

Ile realnie kosztuje Cię brak czasu na telefon?

Usiądźmy na chwilę z kartką papieru i policzmy to na spokojnie. Sezon na klimatyzację to specyficzny czas – od maja do sierpnia telefon dzwoni jak szalony. Załóżmy, że masz jedną osobę w firmie, czyli Ciebie. Dziennie wpada średnio 30 połączeń. Jeśli pracujesz w terenie, fizycznie jesteś w stanie odebrać może połowę z nich. Zostaje 15 nieodebranych telefonów dziennie. Część z tych osób to klienci, którzy po prostu szukają informacji, ale spora grupa to gotowe zlecenia na serwis, nabijanie czynnika czy naprawy.

Przyjmijmy ostrożny scenariusz: z tych 15 nieodebranych połączeń tylko 4 osoby faktycznie chciałyby zamówić płatną usługę. Średni koszt serwisu klimatyzacji to 350-450 zł. Licząc średnio 400 zł za usługę, tracisz 1600 zł dziennie. Pomnóżmy to przez 20 dni roboczych w miesiącu. To daje 32 000 zł przychodu, który dosłownie przechodzi Ci koło nosa, bo w danym momencie czyściłeś skraplacz u innego klienta. Nawet jeśli odliczysz koszty dojazdu i materiałów, wciąż mówimy o kwocie, za którą mógłbyś kupić kolejny agregat, porządne narzędzia albo po prostu wziąć wolny weekend z rodziną.

Co gorsza, klient, który nie dodzwoni się za pierwszym i drugim razem, rzadko próbuje po raz trzeci. W sezonie ludzie nie mają czasu na czekanie – dzwonią po kolei do wszystkich firm w okolicy. Kto pierwszy odbierze i wpisze ich w kalendarz, ten zgarnia zlecenie. Ty nie tracisz tylko tej jednej usługi, ale też szansę na to, że ten klient poleci Cię sąsiadowi albo wróci za rok na przegląd okresowy. To efekt kuli śnieżnej: przez brak czasu tracisz nie tylko pieniądze dzisiaj, ale też zaufanie i stałych klientów na przyszłość.

Jak próbujesz sobie z tym radzić i dlaczego to często nie działa?

Większość fachowców przerabiała już różne metody walki z tym problemem. Pierwszą z brzegu jest oddzwanianie w przerwach. Wygląda to tak: kończysz zlecenie, wycierasz ręce i masz przed sobą listę 10 nieodebranych numerów. Dzwonisz do pierwszego – nie odbiera. Dzwonisz do drugiego – jest w pracy i nie może gadać. Dzwonisz do trzeciego – już znalazł kogoś innego. W efekcie spędzasz godzinę dziennie na „zabawie w głuchy telefon”, zamiast jechać do kolejnego klienta. To męczące i mało efektywne.

Niektórzy próbują zatrudnić kogoś do biura. To brzmi dobrze w teorii, ale ma swoje haczyki. Musisz taką osobę znaleźć, przeszkolić, opłacić jej ZUS i biurko. W sezonie ta osoba ma pełne ręce roboty, ale co w listopadzie, kiedy telefon dzwoni dwa razy dziennie? Płacenie komuś za siedzenie w pustym biurze przez pół roku to dla małej firmy serwisowej spory wydatek, który często przewyższa zyski z dodatkowych zleceń. Dodatkowo, taka osoba musi wiedzieć, co odpowiedzieć klientowi, jak wycenić usługę i jak zarządzać Twoim kalendarzem, żebyś nie wylądował w dwóch miejscach naraz.

Kolejnym rozwiązaniem jest poczta głosowa. „Proszę zostawić wiadomość, oddzwonię”. Prawda jest taka, że 80% klientów w sezonie po usłyszeniu sygnału się rozłącza. Nie chcą zostawiać wiadomości, chcą usłyszeć konkret: „Tak, będę u pana jutro o 10:00”. Poczta głosowa to sygnał dla klienta, że jesteś niedostępny i mało profesjonalny. Zostawiasz ich z poczuciem niepewności, co tylko przyspiesza ich decyzję o szukaniu konkurencji, która odbiera telefony na bieżąco.

Ania, czyli sposób na odbieranie telefonów bez przerywania pracy

Skoro wiesz, że sam nie dasz rady odebrać wszystkich telefonów, a zatrudnianie pracownika biurowego jest za drogie, warto sprawdzić rozwiązania, które po prostu robią swoje w tle. Ania to sekretarka AI stworzona właśnie do takich zadań. Nie musisz z nią rozmawiać, nie musisz jej szkolić miesiącami – ona po prostu odbiera telefony od Twoich klientów, kiedy Ty jesteś zajęty montażem lub czyszczeniem klimatyzacji.

Ania działa w prosty sposób: przejmuje połączenie przychodzące, dowiaduje się, czego potrzebuje klient i wpisuje go bezpośrednio w Twój Kalendarz Google. Jeśli klient ma pytania o zakres usług lub cennik, Ania korzysta z bazy wiedzy, którą dla niej przygotujesz, więc odpowiada rzeczowo i zgodnie z Twoimi zasadami. Co ważne, Ania obsługuje też maile i wiadomości, więc masz wszystko w jednym miejscu, bez konieczności ciągłego sprawdzania skrzynki w trakcie roboty.

To rozwiązanie, które pozwala Ci skupić się na tym, co robisz najlepiej – na instalacji i serwisie – podczas gdy Ania dba o to, żeby żaden klient nie odbił się od ściany. Nie musisz się martwić o przerwy na oddzwanianie ani o to, że ktoś zrezygnuje, bo nie mógł się z Tobą połączyć. Masz pewność, że kalendarz zapełnia się sam, a Ty po prostu dostajesz gotowe terminy do realizacji. To sposób na spokojniejszą pracę w szczycie sezonu, bez stresu, że przez jeden nieodebrany telefon tracisz kilkaset złotych.

Zainwestowanie w takie wsparcie to nie jest „technologia dla korporacji”, to po prostu narzędzie dla fachowca, który chce pracować mądrzej, a nie ciężej. Zamiast liczyć stracone połączenia, możesz w końcu skupić się na jakości usług i terminowości. Klienci docenią, że ktoś odbiera od razu, a Ty odetchniesz z ulgą, widząc zapełniony kalendarz bez konieczności siedzenia z telefonem w ręku.

Jeśli masz dość tracenia zleceń w sezonie, sprawdź jak to działa w praktyce i przestań tracić pieniądze na nieodebranych połączeniach. Zobacz, jak Ania odbiera telefony.

Ania odbiera telefony w Twojej firmie 24/7 — zobacz jak działa

Masz pytania? Chętnie pomogę!