Czy AI umawianie terminów w Kalendarz Google ma sens?
Jesteś w połowie wymiany zaworów w bloku, ręce masz w smarze, a w kieszeni po raz trzeci w ciągu godziny wibruje telefon. Wiesz, że to kolejny klient, który chce dopytać o wolny termin, ale nie możesz odebrać. Kiedy w końcu odkładasz klucz francuski i oddzwaniasz, słyszysz w słuchawce: „Dziękuję, już nieaktualne, pan z innej firmy był szybszy”. To codzienność w każdej branży usługowej – od hydrauliki po serwis klimatyzacji. Właśnie w takich sytuacjach przydałoby się sprawne AI, a konkretnie umawianie terminów w Kalendarz Google, żebyś nie musiał odrywać się od roboty, gdy licznik Twoich zarobków tyka przy zleconym zadaniu.
Ile tracisz na nieodebranych telefonach?
Zatrzymajmy się na chwilę przy prostej matematyce, którą znasz z własnego podwórka. Załóżmy, że w ciągu tygodnia masz 10 telefonów, których nie odebrałeś przez pracę w terenie. Jeśli przyjmiesz, że co trzeci z tych klientów był zdecydowany na usługę, to tracisz 3 zlecenia tygodniowo. Jeśli średni zarobek na wizycie to 300 zł, to w skali miesiąca przepływa Ci koło nosa 3600 zł. To nie są małe pieniądze – to gotówka, która mogłaby pokryć ratę za auto, paliwo do busa albo zakup nowych narzędzi.
Policzmy to jeszcze inaczej, biorąc pod uwagę różne scenariusze. Scenariusz optymistyczny: dzwonią tylko stali klienci, którzy poczekają na oddzwonienie. Tu strata jest mniejsza, bo klient jest lojalny. Ale co, jeśli dzwoni ktoś z polecenia, kto „szuka kogoś na już”? Taka osoba nie będzie czekać. Jeśli masz 5 takich połączeń tygodniowo i każde z nich to potencjalne zlecenie za 500 zł, to Twoja strata rośnie do 10 000 zł miesięcznie. To już jest kwota, za którą można byłoby zatrudnić kogoś do biura, gdyby tylko było to opłacalne przy Twojej skali działania.
Co ludzie próbują robić, żeby nie tracić zleceń?
Zanim w grę wchodzi technologia, większość fachowców próbuje radzić sobie na własną rękę. Pierwsza myśl to zatrudnienie kogoś do pomocy. Problem w tym, że pracownik biurowy na pełny etat to koszt rzędu 5-6 tysięcy złotych miesięcznie (pensja, ZUS, podatki). Jeśli nie masz ogromnego obłożenia, po prostu Ci się to nie opłaca. Dodatkowo, pracownik też potrzebuje przerwy, choruje i nie zawsze zna się na technicznych szczegółach Twojej pracy, żeby od razu wycenić zlecenie przez telefon.
Kolejna metoda to przekierowanie telefonu na żonę lub partnerkę. To rozwiązanie, które często kończy się kłótniami. Po pierwsze, bliscy mają swoje życie i pracę, a nie siedzenie przy telefonie i wpisywanie wizyt do Twojego kalendarza. Po drugie, po godzinie 16:00, kiedy Ty dalej kończysz robotę, telefon w domu nadal dzwoni, co skutecznie zabija czas wolny. To nie jest życie, tylko ciągłe bycie w gotowości.
Są też tacy, którzy próbują korzystać z automatycznych sekretarek, gdzie klient zostawia wiadomość po sygnale. Z doświadczenia wiesz, że mało kto lubi nagrywać swoje problemy na pocztę głosową. Większość osób po prostu rozłącza się po usłyszeniu komunikatu i szuka numeru do kolejnej firmy z Google Maps. Poczta głosowa to w branży usługowej cmentarzysko potencjalnych zleceń.
Jak AI może ułatwić umawianie terminów w Kalendarz Google?
Kiedy szukasz rozwiązania, które nie wymaga zatrudniania ludzi, trafiasz na asystentów głosowych. Ania to właśnie taka sekretarka AI, która odbiera telefony od Twoich klientów w momencie, gdy Ty nie możesz tego zrobić. Działa to prosto: klient dzwoni, Ania odbiera, słucha, czego potrzebuje, sprawdza Twój Kalendarz Google i wpisuje tam wizytę. Ty wchodzisz do kalendarza i widzisz gotowy termin: „Jan Kowalski, naprawa cieknącego kranu, wtorek, godzina 10:00”.
Cały proces wygląda tak, że Ania ma dostęp do Twojej bazy wiedzy. Możesz ją nauczyć, jakie zlecenia przyjmujesz, w jakich godzinach pracujesz i jak długo zazwyczaj trwa dana usługa. Dzięki temu, gdy klient pyta o termin, Ania nie rzuca datami w ciemno, tylko sprawdza dostępność w Twoim kalendarzu. Jeśli klient chce się umówić, Ania zapisuje wszystkie szczegóły w Google Kalendarzu, a Ty po prostu dostajesz powiadomienie, że masz wklepaną robotę. Ania obsługuje też maile i wiadomości, więc jeśli ktoś woli napisać zamiast dzwonić, informacja również trafi w odpowiednie miejsce.
Ania nie potrzebuje przerwy na kawę, nie choruje i nie obraża się, że dzwonią do niej w niedzielę wieczorem. Odbiera połączenia dokładnie wtedy, kiedy klient potrzebuje pomocy. Dla klienta to wygoda, bo wie, że został obsłużony od razu, a dla Ciebie to spokój ducha – wiesz, że żadne zlecenie nie przepadło, bo telefon był zajęty. To po prostu narzędzie, które pozwala Ci skupić się na pracy, za którą dostajesz pieniądze, zamiast być niewolnikiem dzwoniącego telefonu.
Ania jest rozwiązaniem dla kogoś, kto chce mieć w kalendarzu porządek bez konieczności ciągłego odbierania połączeń w trakcie pracy. Nie musisz już wybierać między naprawą pieca a odbieraniem telefonu od nowego klienta. Ania zajmie się kontaktem, a Ty po prostu wykonasz zlecenie, które dla Ciebie umówiła. Zobacz, jak Ania odbiera telefony.